W końcu pokaże jakąś skończoną robótkę - szydełkowy koszyczek do sypania kwiatów.
Samą cześć szydełkową zrobiłam wprawdzie jeszcze w zeszłym roku, ale żadne usztywnianie nie zdało egzaminu pogodowego, więc wyprałam i wrzuciłam na dno szafy z myślą o spruciu.... kiedyś.
Ale wyjęłam w końcu, pomyślałam...... i potraktowałam jeszcze raz wikolem, po czym wszyłam do środka oklejone materiałem pudełko po lodach, które posłużyło mi za formę.
Dziś córka sypała kwiaty z racji odpustu w naszej parafii i koszyczek wyszedł z tego bez szwanku.
A nie byłoby tego koszyczka, gdybym nie musiała wyjąc wszystkiego z szafy, żeby ja przesunąć.
Oto powód tej operacji
Taki dziki lokator zagnieździł się mi za szafą i pomyśleć, że przed ostatnimi Świętami Bożego Narodzenia robiłam generalny remont naszego pokoju (: Od takiego czegoś to normalnie ręce opadają - i jeszcze na dokładkę mam na środku pokoju wielki stos ubrań, które muszę włożyć z powrotem do szafy. A to naprawdę nie należy do moich ulubionych zajęć ..........
Praca nad lasowiackim strojem powoli posuwa się naprzód, w zasadzie to mam już gotową spódnicę.
Problemem jest monotonia wzoru, no i jego wielkość - ten szlaczek na spódnicy ma długość 153 cm.
Rewelacyjny jest ten koszyczek! Podziwiam jego anielską czystą biel, koroneczkę, jest taki delikatniuchny. A z pleśnią też mam problem zimą :( wychodzi w kuchni i za żadne skarby nie chce sobie pójść
OdpowiedzUsuńnie dosć, że wlazł bez wiedzy to jeszcze czynszu nie płaci!
OdpowiedzUsuńKoszyczek rewelacyjny , dobrze ,że nie doczekał prucia :)
OdpowiedzUsuńA lokator wszedł na własną odpowiedzialność , a teraz precz :)